Coaching Magdalena Ulasińska
17/07/12

Z doświadczenia coacha

Są w życiu zawodowym momenty, które się czymś wyróżniają. Przeważnie szkolenia, coaching, praca z klientami układają się w powtarzalne bloki. Klient biznesowy rządzi się pewnymi prawami. Poruszam się najczęściej w stałych obszarach: szukania mocnych stron, wykorzystywania w pracy swoich talentów, wzmacniania poczucia własnej wartości, zwiększania efektywności, budowania marki osobistej.  Mój ostatni projekt coachingowy był inny. Potrząsnął moim światem.

W pracy wykorzystuję moją życiową filozofię. Zamieniam problemy za cele, namawiam na słuchanie siebie i podążanie swoją ścieżką, mówię, jak ważna jest pasja i jak ją wykorzystać do celów zawodowych. Zadaję pytania, słucham odpowiedzi, składam w rękach klienta odpowiedzialność za jego wybory i daję mu szansę ponoszenia konsekwencji. Skupiam się na możliwościach. Na takich filarach opiera się mój zawód. Tak pracuję z moimi klientami. Tak pracuję sama ze sobą.

Projekt coachingowy, w którym brałam udział w czerwcu był dla mnie tym momentem w życiu zawodowym, który bardzo wiele zmienił. Osoby, z którymi pracowałam dały mi zupełnie nowe spojrzenie na świat. Zobaczyłam problemy, trudności i sprawy, o których nawet mi się nie śniło. Napotkałam bariery, z którymi nie spotykam się na co dzień.

Prowadziłam przez tydzień sesje coachingowe z osobami niepełnosprawnymi. Byli to bardzo młodzi ludzie, między 18 a 24 rokiem życia, a coaching miał pomóc im w odnalezieniu kierunku zawodowego. Miał  to  być klasyczny coaching kariery, zastanawianie się nad potencjałem i możliwościami realizowania go w pracy. Czyli z punktu widzenia coacha, dokładnie ten sam obszar, w którym porusza się klient biznesowy. Nic bardziej błędnego. To było moje pierwsze błędne założenie.

Pierwszym momentem, który wyrwał mnie z poruszania się po dobrze znanych torach mojej pracy była chwila, kiedy odkryłam, że po stronie Klienta jest problem ze zrozumieniem coachingowych pytań. Jeśli nie rozumiesz pytania, nie jesteś w stanie na nie odpowiedzieć. Jak bardziej uprościć pytanie: CO JEST DLA CIEBIE WAŻNE W ŻYCIU? To było prawdziwe wyzwanie. Czego mnie nauczyła ta trudność? Czym prościej tym lepiej. Pięknie brzmiące branżowe określenia, można zostawić sobie na popisywanie się w gronie znajomych w czasie degustacji wina.

Drugim momentem, który mną wstrząsnął był temat talentów i pasji. Spodziewałam się problemu za poziomie braku zainteresowań, braku znajomości swoich pasji czy w ogóle braku pomysłu na siebie w sensie zawodowym. Znowu kubeł zimnej na moją coachingową głowę. Pomysły były. Były to idealnie sprecyzowane zawody, w pełni oparte na pasji i zainteresowaniach. W czym więc problem? Co stoi na przeszkodzie, żeby zająć się dokładnie tym, co od zawsze w duszy gra? Otóż jest problem. Czynnik przekreślający marzenia. ZDROWIE. Osoba niepełnosprawna z dużym problemem z kręgosłupem nie może pracować jak szef kuchni, dynamicznie poruszając się przez cały dzień pracy. Osoba z zapaleniem stawów nie zostanie kierowcą koparki, a osoba z zaawansowaną astmą nie będzie w stanie pracować w pyle na budowie. To tyle, jeżeli chodzi o połączenie pasji z życiem zawodowym.

W czasie przeszukiwania banku pomysłów na temat przyszłości zawodowej pojawiła się jeszcze jedna bariera. W pracy z klientami barierę tę nazywam wymówką i nie biorę jej w ogóle pod uwagę. Znów życie zweryfikowało taką postawę. Czynnik ten w przypadku Klientów z tego konkretnego projektu to BRAK PIENIĘDZY I JAKICHKOLWIEK MOŻLIWOŚCI ICH ZDOBYCIA w kontekście zdobywania wykształcenia i uprawnień zawodowych. Kolejny czynnik zawężający możliwości działania. Kolejny czynnik podcinający skrzydła.

Co jeszcze spowodowało, że projekt był dla mnie szczególny? Pytanie o marzenia. O czym marzysz? Jakie są Twoje marzenia? To było najtrudniejsze pytanie. Odpowiedzi mnie poruszyły. Pierwszą reakcją było zdziwienie i cisza. A potem odpowiedź: nie marzę o  niczym, jestem realistą. Ja nie odpuszczam tak łatwo. Drążę. Dotarliśmy w końcu do marzeń: mały domek zamiast mieszkania w baraku, wstawienie zęba, wyjazd do miasta.

Co dał coaching Klientom tego projektu? Poza wypracowanymi rozwiązaniami i uporządkowaniem myśli, to był być może pierwszy moment w ich życiu, poświęcony tylko im. Pierwszy raz ktoś pytał o marzenia, o plany, o wartości. Pierwszy raz ktoś słuchał uważnie tego, co mają do powiedzenia. Pierwszy raz mieli okazję słuchać pozytywnej informacji o sobie i zastanowić się, w jaki sposób doceniać i wspierać samego siebie.

Co mi dał ten projekt , oprócz nowych doświadczeń zawodowych? Dał mi głęboką refleksję nad otaczającym światem i pokazał, że wachlarz możliwości nie jest równo rozłożony dla wszystkich. Dał mi też szansę ponownego zastanowienia nad stwierdzeniem, że masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz, że rozwiązanie już jest, wystarczy tylko po nie sięgnąć, a największą przeszkodą dla siebie samego jesteś ty sam. Czasem może być zupełnie inaczej.

Czego na pewno nigdy nie zapomnę po tym projekcie? Nie zapomnę blasku w oczach młodej dziewczyny, która nagle odkryła, że ma mnóstwo talentów i jest wartościową osobą. Nie zapomnę chłopaka, który pomimo swojej niepełnosprawności był niezwykle pozytywny. Nie zapomnę też radości i zdziwienia, kiedy  uczestnicy dochodzili do wypracowywania swoich rozwiązań. To był dla mnie bardzo trudny projekt. Nagrodą był uśmiech i żar w oczach tych młodych ludzi. Mam poczucie, że dałam im swoja pracą  coś wartościowego - spotkanie z samym sobą.

Wróć