Coaching Magdalena Ulasińska
09/12/13

Z doświadczenia coacha

Lubię grudzień. To wyjątkowy miesiąc nie tylko ze względu na Święta, 2-tygodniową
przerwę od pracy i zbliżającego się Sylwestra. To bardzo dobry czas na
podsumowania, przemyślenia i refleksje dotyczące całego roku. Co się udało? Co
nie wyszło? Co mnie najbardziej zainspirowało? Co było objawieniem? Takie przemyślenia zawsze owocują u mnie
zwiększoną energią. Potem przychodzi czas na wyznaczenie sobie celów na
następne 12 miesięcy. Tak było również w zeszłym roku.

Z bardzo pozytywnym nastawieniem zabrałam się dokładnie rok temu za ustalanie celów
zawodowych na kolejny rok. Rok wyjątkowy, z trzynastką w dacie. Ciekawe, co
przyniesie nowego?

Jednym z głównych celów, jaki sobie postawiłam, było wprowadzenie nowej jakości do moich
szkoleń i pracy coachingowej. Cały czas szukam nowych, efektywniejszych
rozwiązań, które zaowocują większą skutecznością u klientów. Lubię rozwiązania
nowatorskie, nietuzinkowe, atrakcyjne w formie i ciekawe w przekazie. W tym
roku postawiłam na gry i narzędzia szkoleniowe.

Pierwszą grą, którą na początku roku wprowadziłam do swoich programów rozwojowych była
„Kwestia czasu” czyli biznesowa symulacja firmy w pigułce.

Gra, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy czasu. Fabuła jest dosyć prosta. Trzy działy pewnej
firmy ustalają harmonogram pracy na cały
tydzień z uwzględnieniem zadań kluczowych, priorytetowych i zwykłych. Oprócz
realizacji swoich dotychczasowych działań, zadaniem całej firmy jest
przeprowadzić się w piątek do nowej siedziby.

„Kwestia czasu” jest narzędziem niezwykle uniwersalnym. Używam go zarówno w szkoleniach
dotyczących zarządzania sobą w czasie, tych dotyczących zwiększania
efektywności zespołu, jak również w szkoleniach mających na celu poprawę
komunikacji. W zależności od celu i tematyki
szkolenia, uwypuklam w omówieniu inny element. Niektóre szkolenia
opieram w całości wykorzystując fabułę i tematykę gry, dobierając do tego
podbudowę teoretyczną. Takie rozwiązanie dobrze się sprawdza. Gra bardzo dobrze
zadziałała zarówno w dużych organizacjach, jak i firmach małych i średnich, od
branży telekomunikacyjnej, po kreatywny public relation. Uczestnicy szybko
wchodzą w fabułę, utożsamiają się z realiami, dobrze się bawią i przede
wszystkim wyciągają bezcenne wnioski. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że
sama tematyka gry jest na tyle uniwersalna, że dotyczy każdego człowieka,
pracownika, organizacji. Każdy z nas planuje swoje działania, ubiera je w
harmonogram i daje się ponieść fali wydarzeń nadchodzącego tygodnia. Każdy z
nas ma ograniczony czas i mnóstwo zajęć. W trakcie gry nieświadomie dochodzą do
głosu mechanizmy stosowane na co dzień. Czym jest dla mnie priorytet? Co jest
ważniejsze, ludzie czy zadania? Mam tendencje do ubierania zadań w większe
bloki czy przeskakuję z zadania na zadanie? Dzięki grze uczestnicy mogą je sobie
własne mechanizmy uświadomić. To pierwszy krok do nauki efektywnego zarządzania
sobą w czasie.

„Kwestia czasu” w trakcie tego roku wprowadziła dużą dawkę zabawy na salę szkoleniową.
Mam wrażenie, że odświeżyła atmosferę towarzyszącą nauce efektywności. Gra jest
bardzo dobrze zaprojektowana. Czas zaplanowany na rozgrywkę to kolejny atut.
Średnio gra trwa, wraz z omówieniem, ok. 3h. Realny czas zależy oczywiście od
wielkości zespołu. Moje doświadczenie pokazuje, że gra świetnie się sprawdza
zarówno, kiedy grają w nie zaledwie 3 osoby, jak i 12. Przy trzech osobach gra
zwiększa pole samoświadomości i działa najbardziej jako autorefleksja
wspomagająca rozwój, przy dwunastu na światło dzienne wychodzą mechanizmy efektywności
zespołowej, problemy komunikacyjne i realne, codzienne wyzwania, jakie stoją
przed pracownikami korporacji.

Lubię „Kwestię czasu”, ponieważ sprawdza się w każdych warunkach szkoleniowo-rozwojowych.
Stosuję to narzędzie zarówno w pracy z menedżerami, kadrą zarządzająca, jak i
pracownikami liniowymi. Wszędzie działa! Ostatnim moim pomysłem wykorzystania
tej gry jest coaching indywidualny i praca z klientami nad rozwojem osobistej
efektywności, umiejętnością skutecznego planowania i odkrycia własnych
mechanizmów z tym związanych. Nie ma tu pracy zespołowej, ale poprzez ustalanie
indywidualnego harmonogramu klient łatwo uświadamia sobie to, czym dla niego
jest priorytet, co jest naprawdę ważne i na co warto w tygodniu warto poświęcać
swój czas. To bardzo dobry wstęp do wypracowania misji osobistej, ról życiowych
i pracy opartej na IV ćwiartkach Covey’a.

Stosowałam również „Kwestię czasu” w programach Train the Trainers. Przygotowując
przyszłych trenerów do pracy, pokazuję,
poprzez grę, efektywność przekazywania wiedzy. Bardzo często szkolenia,
zamiast opierać się w równym stopniu na czterech elementach cyklu Kolba,
zawierają zbyt przerośniętą część teoretyczną. Brakuje przestrzeni do
refleksji, doświadczania i poczucia związku z realną sytuacją w życiu czy
pracy. Gra pokazuje, że nauka poprzez doświadczenie jest najskuteczniejszą
formą przyswajania wiedzy i idealnie dopasowaną do czterech indywidualnych
stylów uczenia się. W grze jest przewidziany element zarówno dla działacza,
myśliciela, teoretyka, jak i pragmatyka.

Kolejnym odkryciem tego roku jest fantastyczne narzędzie oparte na metaforze i pracy z
obrazami, czyli „The Coaching Game”. Narzędzie składa się z pięknych zdjęć w
których, jak się okazało, tkwi potężna moc. Początkowo wykorzystywałam The
Coaching Game jedynie podczas coachingu indywidualnego z klientami. Klient
szukając odpowiedzi na swoje pytanie, wybiera lub losuje kartę. Potem, posługując
się metaforą opisuje obraz. To, co na nim jest, to, czego tam brakuje, który
element szczególnie zwraca uwagę, jakie to wywołuje emocje. Potem łączy
przemyślenia i przenosi wnioski na swoją osobistą sytuację. To, co było dla
mnie, jako coacha największym odkryciem, to fakt, że pomimo, że obrazy są za
każdym razem te same, każdy klient widzi na nich zupełnie coś innego. Patrzy na
zdjęcie przez pryzmat swoich doświadczeń, przekonań, wartości. Opisując obraz,
pokazuje mi swój sposób myślenia i odczuwania rzeczywistości. Dzieje się to w
bardzo bezpiecznych dla klienta warunkach, ponieważ opisując zdjęcie tworzy się
dystans i przestrzeń do swobody myślenia. Klient nie ma poczucia, że opowiada o
sobie. Po sesji wysyłam do karty, która dla klienta miała największe znaczenie,
specjalnie dedykowaną metaforę, przypowieść. Można się w niej przejrzeć i
poszukać związku z rzeczywistością. To
dobra „kropka nad i” domykająca sesję.

Po warsztacie Joasi Chmury poszerzającym wiedzę o The Coaching Game, zobaczyłam całe spektrum
nowych możliwości tego narzędzia. Od tego czasu stosuję obrazy w każdy możliwy
sposób. Używam ich do wizualizacji koła życia, do ustalania ról życiowych,
klienci poprzez zdjęcia nazywają również swoje wartości. Zdarza się, że całą
sesję coachingową opieram na własnych mapach procesu, które dostosowuję do
tematu spotkania. Karty sprawdzają się świetnie także na szkoleniach. Pracuję
na nich ustalając mocne strony, zarówno indywidualne, jak i całych zespołów, sprawdzają
się podczas szkoleń team buildingowych, używam ich do nauki przekazywania
informacji zwrotnej, również jako podsumowanie całego szkolenia. The Coaching Game
za każdym razem wywołuje wśród klientów bardzo pozytywne emocje i głębokie
przemyślenia.

Co sprawia, że narzędzia typu gry szkoleniowe działają? Z moich doświadczeń wynika, że
decyduje o tym zarówno możliwość nauki poprzez doświadczenie, lekka forma zabawy,
elastyczne podejście do popełniania błędów i eksperymentowania (przecież to
tylko gra) i wreszcie osadzenie fabuły gry w codziennych, znanych nam realiach
biznesowych. Trzeba pamiętać tylko o
jednym. Nawet najlepsze narzędzie nie spełni swojej roli bez najważniejszego
elementu. Punctum jest dobre omówienie gry zgodnie z celem szkolenia, położenie
nacisku na kluczowe elementy i stworzenie klientom przestrzeni do refleksji,
wyciągnięcia wniosków i przeniesienia ich do swojego życia.

W trakcie tego roku wprowadziłam do swojej pracy jeszcze dwa dobre narzędzia: serię Thiagi Collection i Siłę
założeń. Efekt? Skuteczność i atrakcyjność moich programów rozwojowych znacznie
wzrosła. Mam poczucie, że zrealizowałam w pełni swój cel. Moja praca zyskała w
tym roku nową jakość, a ja mam większą energię i entuzjazm do poszukiwania
coraz nowszych sposobów rozwoju moich klientów i odkrywania bardziej
efektywnych rozwiązań. Jest jednak jeden bardzo ważny warunek. Narzędzia
działają tylko i włącznie wtedy, kiedy mamy, jako trenerzy i coachowie,
własny, dobrze przemyślany pomysł
na wykorzystanie ich zgodnie z celem pracy oraz wtedy, kiedy sami te narzędzia
sprawdziliśmy na sobie i pokochaliśmy je na tyle, żeby wierzyć w ich
skuteczność.

Wróć