Coaching Magdalena Ulasińska
12/04/11

Po co nam cele?

Marzenia, plany, przyrzeczenia, postanowienia noworoczne, rzeczy do zrobienia. Wszyscy znamy tę kategorię bardzo dobrze, nie trzeba jej szczególnie przedstawiać. Jedni widzą to jako coś, co nad nimi ciąży, inni jako nowe wyzwania i możliwości. Ja świadomie nazywam to celami i dla mnie jest to główny motywator wszelkich działań.

Rzecz wydaje się banalna – wszyscy mają jakieś cele. Ale prawda okazuje się dużo mniej optymistyczna. Okazuje się, że najczęściej powtarzające się cele to „Chcę być szczęśliwy”, „Chcę być bogaty” czy „Pragnę świętego spokoju”. A jak powiedziała Pani Iwona Majewska – Opiełka „To proszę Państwa nie są żadne cele – to są pobożne życzenia”. Podpisuję się pod tym. Jako coach pytam moich klientów co to dokładnie znaczy być szczęśliwym, co chcesz czuć, mieć, w jakiej sytuacji chcesz być, żeby powiedzieć sobie: jestem szczęśliwy, szczęśliwa. Co to dla Ciebie jest szczęście? Bo cel, żeby nosił zaczytane miano celu powinien być konkretny. Najbardziej konkretny, jak się tylko da, po to, aby można było w każdej chwili odpowiedzieć sobie na pytanie: po czym poznam, że cel został osiągnięty? Chodzi o to, żeby szybko zorientować się, że dotarliśmy na metę.

Mamy już konkretny cel. Tylko, że często bywa tak, że cel żyje swoim życiem, a my swoim. I obydwa elementy nie mają ze sobą wiele wspólnego. Dlaczego? Ponieważ nie wystarczy tylko myśleć o tym, czego chcemy. Już nawet nie wspominam o tym, że wielu ludzi 99% czasu myśli jedynie o tym, czego nie chce. Ale wracając do myślenia o celach. Cel, kiedy funkcjonuje jedynie na poziomie myśli, przeważnie tam pozostaje. Pierwszym krokiem przełożenia go na działanie jest zapisanie celu. Na kartce. To jak deklaracja przed samym sobą. Myślenie na papierze to pierwszy punkt skuteczności. Co nie jest zapisane – nie istnieje.

Są jeszcze inne parametry celów. Realność – czy cel jest realny dla mnie do zrealizowania? Bo przecież nie ma nic bardziej frustrującego jak kolejne, niezrealizowane rzeczy. To napędza spiralę w dół, obniża nastrój i poziom motywacji. Cele oczywiście powinny być ambitne. Ale zawsze mieszczące się w ramach realności. Określenie w czasie – do kiedy cel ma zostać zrealizowany? Dokładnie. To bardzo motywuje do działania.

Chcąc zwiększyć do 100% szansę sukcesu, powodzenia, warto pamiętać jeszcze o kilku aspektach. Cel powinien być nasz. Wiem, to oczywiste, ale jak się często okazuje, mamy listę co najmniej kilku celów, które nie są naszego autorstwa i co więcej, wcale się z nimi nie identyfikujemy. I często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. A cele te należą do naszego otoczenia, naszych bliskich, to oczekiwania innych wobec nas, to cała długa lista rzeczy, które „powinniśmy zrobić”, tylko sami nie bardzo wiemy po co? Realizacja celu to proces wymagający pełnego zaangażowania. I dlatego właśnie zawsze powinniśmy wiedzieć po co to robimy i co nam to da? Jak to będzie, kiedy cel zostanie zrealizowany? Najlepiej wyobrazić sobie siebie w sytuacji, kiedy już osiągnęliśmy to, czego pragniemy. Jak jest? Jak się z tym czujemy? Co myślimy? Taka podróż 3D do przyszłości.

Warto zadać sobie pytanie, czy cel jest dobry dla nas i dla naszego otoczenia? Jak on wpłynie na nasze życie? To ekologia celu. Oparcie celu o własne wartości, czyli to, co jest dla nas naprawdę ważne. I wreszcie sprawa najważniejsza. Sprawczość. Czy realizacja celu zależy ode mnie? Bo realizowanie celu, który nie zależy od nas, to strata czasu. A zysk jedynie w postaci frustracji.

A teraz pytanie kluczowe. Po co nam właściwie cele? Głównie po to, że cel wyznacza kierunek. Mój ulubiony cytat z „Alicji w krainie czarów” :

„ Czy mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, w którą stronę mam iść?

   To zależy od tego, dokąd chcesz dojść – odpowiedział Kot

    Nie ma znaczenia dokąd… – powiedziała Alicja

    Więc nie ma też znaczenia, w którą stronę pójdziesz – powiedział Kot”

 

Jak nie wiemy dokąd zmierzamy to zaprowadzi nas tam każda droga. Warto wyznaczyć sobie w życiu azymut, kierunek, zadać sobie pytanie: CZEGO CHCĘ? Posiadanie celów wyzwala magię. Zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe. Nasz mózg jest jak najlepszy komputer. Trzeba go tylko zaprogramować na konkretny cel. Napisać mu komendę. W każdej chwili dociera do nas ok. 11 mln kilobajtów informacji na sekundę. To kosmos. Dlatego mózg, żeby nie zwariować ratuje się nakładaniem różnych filtrów, tak, żeby docierały do nas tylko wybrane informacje. I wyznaczenie celu jest niczym innym, jak otwarcie odpowiedniej klapki, pokazanie mózgowi, na co ma zwracać uwagę i jakie informacje ma wyłapywać z otoczenia. I dzieje się rzecz niezwykła. Nagle zauważamy wokół wszystko to, co jest nam potrzebne do realizacji celu.

I nagle okazuje się, że jest tak, jak pisał Paulo Coelho, że jak czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat sprzyja Twojemu pragnieniu… Cud czy po prostu znajomość najskuteczniejszego komputera świata?

Wróć