Coaching Magdalena Ulasińska
29/04/11

Pasja w życiu i życie z pasją

Cele, marzenia, hobby, wyzwania, życie. Jak to połączyć? To proste, wystarczy mieć pasję w życiu lub po prostu żyć z pasją. Bo pomimo, że brzmi podobnie, nie jest to dokładnie to samo.

Z ogromną ciekawością i wielkim zainteresowaniem obserwuję ludzi, którzy mają pasję. Fascynują mnie. To niesamowite jak funkcjonuje człowiek z pasją. Ma wyznaczony jasny i klarowny cel. Ma dokładnie wyznaczony kierunek. Wie dokąd zmierza i jak ma tam dotrzeć. Nie rozprasza się, nie rozgląda, nie poświęca uwagi czemuś, co nie prowadzi do celu.  Jest silnie skoncentrowany i jeszcze bardziej zdeterminowany. A motywację zawsze czerpie ze swojego wnętrza. Z wielkiego pragnienia zdobycia tego, o czym marzy. Motywuje go wizja osiągniętego celu, którą ma cały czas przed oczami i którą czuje wszystkimi zmysłami.

Niedawno oglądałam film, który mnie oczarował. „Man on Wire”, tłumaczony na polski jako „Człowiek na linie”. To film, który w 2009 roku dostał Oskara za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny i zdobył wiele innych nagród na  najróżniejszych festiwalach. Mnie również oczarował swoją niebanalnością i przesłaniem uderzającym prosto w serce. Przesłanie mówi „nie bój się marzyć” i zaraz potem „dla chcącego nic trudnego”. Tłumacząc to na język coachingowy, odpowiedz sobie na pytanie O CZYM MARZYSZ, zamień marzenie na cel, zrób plan działania i odważnie ruszaj do przodu.

„Człowiek na linie” to francuz Philippe Petit, linoskoczek, który w latach 60/70 przesunął granicę ludzkich możliwości. Zrobił to, co w dalszym ciągu dla mnie wydaje się po prostu niemożliwe. Wbrew logice, zdrowemu rozsądkowi, prawu i pomimo braku jakichkolwiek przesłanek, że to się uda – 7 sierpnia 1974 roku Philippe Petit spacerował ponad 30 minut po stalowej linie rozpiętej między bliźniaczymi wieżami World Trade Center , na wysokości 417 metrów nad ziemią. Bez żadnej asekuracji, prawdziwy spacer w chmurach.  Przyznaję, że gdy oglądałam ten dokument, miałam gonitwę myśli. Od euforii, przerażenia, zachwytu, aż do momentów wzruszenia.

To wprost niesamowite i jednocześnie banalnie proste. Philippe Petit miał cel. Najpierw rozciągał linę między wieżami katedr, przęsłami mostów, aż wreszcie sięgnął po największe marzenie: nowo wybudowane wieże World Trade Center. Czyste szaleństwo. Ten człowiek miał w sobie tyle pasji, tyle ognia, tyle charyzmy, że zaraził nią grupę ludzi, bez których nigdy by się to nie udało. Bo cel zdefiniował i zdeterminował nie tylko życie Philippe, ale też przeorganizował życie wielu ludzi, przyjaciół, którzy zaangażowali się w ten projekt bez reszty.

Obserwowanie logistyki, planowania, przygotowań i wdrażania planu w życie, było bardziej interesujące niż jakikolwiek film sensacyjny. I wreszcie finał. Człowiek chodzący po stalowej linie, niemal w chmurach. Z punktu widzenia logiki i zdrowego rozsądku – abstrakcja. A jednak się udało. Nie ma rzeczy niemożliwych. Najbardziej niesamowity był widok samego Philippe w trakcie tego ekscytującego spacerku. To była twarz człowieka, który był w innym świecie. Niesamowita koncentracja, skupienie, euforia i adrenalina  wprowadziły go w trans. Trans, podczas którego spotkał się oko w oko ze swoim największym marzeniem, swoim przeznaczeniem, a może nawet z Bogiem.

Realizacja największego marzenia życia. I co dalej? Dokument kończy się dla mnie smutną refleksją. Cel był tak wielki i tak ważny, że przesłonił, zasłonił, zatarł inne ważne rzeczy. Wartości. Przyjaźń, miłość, chęć rozwoju i dalszego sięgania po marzenia. Problemem było to, że bohaterowi zabrakło już marzeń. To zawsze rodzi frustrację. Bo jeśli za wszelką cenę wspinasz się po drabinie, musisz się liczyć z tym, że kiedyś dotrzesz na ostatni szczebel. I co wtedy?

Czy mając cele, marzenia, projektując wyzwania chodzi na pewno o to, żeby piąć się coraz wyżej? A może chodzi o to, żeby żyć ciekawie, z pasją i realizować zamierzenia w zgodzie ze swoimi wartościami? Nie stawiać wszystkiego na jedną kartę i dbać, żeby cele harmonizowały z innymi częściami życia?

 Bo przecież SHOW MUST GO ON, jeśli osiągnęliśmy jeden cel, celebrujmy zwycięstwo i idźmy dalej. Marzenie spełnione, to czas na następne…

 

Wróć