Coaching Magdalena Ulasińska
10/04/12

Eksperyment

Douglas McGregor w latach 60-tych ubiegłego wieku sformułował teorię motywacji w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Teoria X i Teoria Y mówi o dwóch różnych podejściach do pracownika. Teoria X skupia się na tym, że pracownicy są z natury leniwi i że będą unikać pracy, kiedy to tylko będzie możliwe. Taka postawa wymaga ścisłej kontroli i nadzoru ze strony przełożonego. Zgodnie z tą teoria pracownicy są pozbawieni ambicji i wykazują się niską inicjatywą. Dążą do unikania odpowiedzialności tak często, jak to możliwe.

Teoria Y zakłada coś zupełnie odwrotnego. Mówi, że pracownicy są ambitni, wykazują się motywacją, są chętni do podjęcia większej odpowiedzialności, stosują samokontrolę, są samodzielni i sprawdzają się działając autonomicznie. Teoria zakłada również, że pracownicy potrafią czerpać satysfakcję ze swojej pracy i że jeżeli da się im szansę potrafią być kreatywni i twórczy.

Dwa różne podejścia. Dwa różne rezultaty. Te dwie teorie spina w klamrę Brian Tracy mówiąc o Teorii Z, która zakłada, że ludzie pracują dobrze lub źle, w zależności od tego, jak są zorganizowani, zarządzani, kierowani i traktowani przez przełożonych. Upraszczając temat, praca, działanie i motywacja zależy w dużej mierze od warunków, w których funkcjonujemy.

Dlaczego o tym piszę i co to ma wspólnego z eksperymentem? Otóż wpływ środowiska na nasze zachowanie nie odnosi się tylko i włącznie do pracy. Zasada ta odnosi się do całego naszego życia. To, gdzie się znajdujemy i kim się otaczamy wpływa na postrzeganie świata, zachowanie, postawę. To tak, jakbyśmy posiadali cały wachlarz możliwości: od agresji i nienawiści po miłość i akceptację. Szeroka paleta emocji i działań w każdej osobie.  Sami decydujemy, jakiego asa wyciągamy z rękawa. Pomaga nam w tym otoczenie.

Ludzie są z natury dobrzy czy źli? To odwieczne pytanie. Odpowiedź brzmi: zależy od sytuacji. O wpływie otoczenia na zachowanie człowieka najlepiej opowiada klasyczny eksperyment psychologiczny.  SPE (Stanford Prison Experiment) czyli Stanfordzki eksperyment więzienny przeprowadzony pod przewodnictwem Philipa Zimbardo w 1971 roku. Eksperyment dotyczył symulacji życia więziennego. Przyświecały mu dwa cele. Po pierwsze  sprawdzenie tezy o radykalnej zmianie zachowania zwyczajnych ludzi w momencie, kiedy stają się anonimowi i mogą sobie pozwolić na przedmiotowe traktowanie innych. Po drugie zbadanie, jak na człowieka działa otoczenie, grupa, autorytet.

Do eksperymentu wybrano 24 ochotników. Byli to studenci o dobrej kondycji psycho-fizycznej, bez przeszłości kryminalnej. Zostali podzieleni losowo na dwie grupy: na strażników i więźniów. Piwnice stanfordzkiego wydziału psychologii przerobiono na więzienie. Drzwi trzech sal zamieniono na stalowe kraty. Końce 9-metrowego korytarza, stanowiącego „główny dziedziniec” zabito deskami. Urządzono również trzy inne pomieszczenia: przebieralnię dla strażników, pokój wartownika oraz biuro dyrektora więzienia. Pełne wczucie w sytuację.

Obraz rejestrowała kamera umieszczona w otworze na jednym z końców głównego korytarza. Rozmowy więźniów były podsłuchiwane. Więzienie pozbawione było okien i zegarów.

Strażnicy mieli pełne umundurowanie z wszelkimi atrybutami. Ich zadaniem było stać na straży prawa i porządku. Mieli też  pałki policyjne, ale miały one stanowić tylko symboliczną broń.      

Uczestnicy eksperymentu zostali poinformowani, że w razie wytypowania ich na więźniów, będą otrzymywali minimalne racje żywnościowe a część ich praw obywatelskich zostanie ograniczona.

Wszelkie procedury więzienne takie jak ubrania skazanych, numery identyfikacyjne, sposób zwracania się do strażników, wizyty rodzin, plan dnia miały się odbywać dokładnie tak, jak w prawdziwym więzieniu.

Jaki efekt? Eksperyment był zaplanowany na 2 tygodnie. Został przerwany już 6 dnia. Co się wydarzyło? Zarówno więźniowie, jak i strażnicy za bardzo wczuli się w swoje roli. Idealnie odnaleźli się w schemacie ofiara – prześladowca. Drugiego dnia eksperymentu wybuchł bunt. Więźniowie zabarykadowali się w celach, zdjęli czapki i zerwali numery identyfikacyjne. Zaczęli drwić ze strażników. Ci wezwali do pomocy inną zmianę i razem potraktowali skazańców dwutlenkiem węgla z gaśnicy. Zszokowani więźniowie zostali rozebrani, ich łóżka wyprowadzono na korytarz, a inicjatorów buntu zamknięto w izolatkach. Innych zmuszono do robienia pompek, odmówiono im posiłków i poduszek.

Potem było już tylko gorzej… Przemoc psychiczna i prześladowania więźniów wzmogły się. Zmuszano więźniów do czyszczenia toalet gołymi rękoma, robienia pompek, pajacyków i innych ćwiczeń fizycznych przez długie godziny.

Ci, którzy mieli władzę korzystali z niej bezlitośnie i stawali się coraz okrutniejsi. Niektórzy z tych, którzy podlegali władzy, zaczęli się załamywać. Wszyscy zatracili tożsamość.

Każdy uczestnik eksperymentu był zdrowym człowiekiem o stabilnej osobowości. Co sprawiło, że tak dobrze wczuli się w swoje role? Co czyni zrównoważonego, spokojnego człowieka agresywnym i okrutnym? Każdego stać na tak bezduszne zachowanie?

Otoczenie, środowisko, ludzie wokół i normy społeczne mają wpływ na to, kim jesteśmy i którą część siebie prezentujemy. Co zrobić z taką wiedzą? Wykorzystajmy ją dobrze. Warto  wybierać pozytywnie. Stawiajmy na wartości, otaczajmy się pozytywnymi osobami, czytajmy pozytywne treści, twórzmy pozytywne myśli  i wykonujmy pozytywną pracę. Po co? Bo wtedy stajemy się lepsi.

http://www.prisonexp.org/polski/1

Wróć